Wybieganie w przyszłość i ciągłe myślenie o niewykorzystanych okazjach z przeszłości to nawyk, który potrafi zniszczyć wszystko.


Załóżmy, że spotykasz się właśnie z przyjacielem.

I jak to macie w zwyczaju robić, idziecie usiąść w kawiarni albo zjeść coś w Waszej ulubionej miejscówce. Gadacie, opowiadacie sobie ostatnie śmieszne sytuacje, czasem poruszycie też temat, który męczy Was już od dobrych paru dni.

Ogólnie – dobrze spędzacie wspólnie czas.

Zawsze było między Wami w porządku.
Czuliście, że macie w sobie nawzajem oparcie właściwe od samego początku znajomości. Co więcej, czujecie, że te wszystkie kłótnie i sprzeczki, przez które musieliście przejść tylko umocniły Waszą relację.

Z tym że czasami jedna strona zaczyna trochę przesadzać.

Ciągle myśląc o tej kłótni parę miesięcy temu, czując się z tym cholernie źle. Pomimo, że obie strony podpisały rozejm w formie szczerej rozmowy, ona wciąż nie może zapomnieć i po prostu żyć tym, co jest tu i teraz.

Druga strona zaś zaczyna przesadnie przejmować się przyszłością. Bo co to będzie, jak wyjadę na studia. Bo co zrobię, jeśli popełnię jakiś błąd.
Bo przecież może stać się milion różnych rzeczy, które odetną mi drogę od szczęśliwej relacji.

I stąd obie strony powoli, ale konsekwentnie ją sabotują, nie pozwalając sobie na pełną radość z wzajemnego towarzystwa.

Kompletnie nie widząc problemu, który jest tuż przed oczami.

Kiedy jesteś w pracy, fantazjujesz o tym, co będziesz robił na wakacjach. Na wakacjach martwisz się pracą, która przez ten czas zdążyła już porządnie wypełnić Twój notatnik, maila i całą przestrzeń na biurku.
Dlatego nie możesz tak po prostu usiąść w kawiarni w Porto albo nad brzegiem morza we Włoszech albo nawet na imprezie z dobrym winem w ręku. Po prostu ciesząc się życiem.

Bo nauczyłeś się myśleć o wszystkim, tylko nie o tu i teraz.

Pozwalając swoim myślom skakać, jak im się podoba. Z jednego tematu na drugi, z drugiego na siódmy. Z wakacji na pracę, z pracy na relacje. Od nich na sytuację polityczną i przyszłość dzieci, których jeszcze nawet nie masz.

Problem braku skupienia na teraźniejszości to jedna z tych alergii, które tak po prostu z czasem nabyliśmy.
Z jednej strony, aby móc uczyć się na błędach, pamiętając o głupich decyzjach, które pozwalają nam uniknąć ich kolejnym razem.
Z drugiej dbając o swój dobrostan, patrząc daleko za horyzont. Żeby przypadkiem nie ominąć jakiegoś niebezpieczeństwa nadchodzącego w przyszłości.

Co więcej, ta nasza cholerna alergia podżegana jest przez wszystkie „cyfrowe dobra”, jakie nabyliśmy na początku tego wieku.

Przez Snapa, przez Instagrama, przez Fejsa.
Przez nawykowe przywiązanie do urządzeń elektronicznych oraz do internetu.

Zwyczajnie przyzwyczailiśmy się do nie-życia w tu i teraz. Do zabawy w przepowiadanie przyszłości oraz satysfakcji z rozdrapywania starych ran.

Ta alergia w żadnym wypadku nie jest dla Ciebie korzystna. Ani dla ludzi w Twoim otoczeniu, ani dla klientów. Ani dla Twojej pracy, ani dla poziomu spełnienia i zadowolenia z tego, jakie masz życie.

I dlatego zrobimy wszystko, by znaleźć na nią skuteczną „szczepionkę”.

Zastanawiasz się pewnie, po co się za to wszystko zabierać.

W jakim celu mam nauczyć się żyć w teraźniejszości i skupiać się na konkretnym momencie, jeżeli tak dobrze jest mi czasem porozmyślać sobie na temat tego co było i będzie?

Cóż, jest parę zalet.

Dzięki takiemu podejściu z każdej miłej sytuacji będziesz wyciągał 120% satysfakcji więcej.
Nie będziesz już zastanawiał się nad przeszłością, bo zrozumiesz, że nie ma to żadnego wpływu na przyszłość. Nad nią też przestaniesz kontemplować, bo zajarzysz, że jedyne, co możesz zmienić to teraźniejszość.
Nauczysz się obserwować swoje myśli. I kontrolować oddech.
Nabierzesz dystansu do rzeczywistości oraz każdej przeszkody, jaka staje Ci na drodze, w końcu podchodząc do nich racjonalnie.

I będziesz z tym wszystkim szczęśliwszy. Po prostu.

To jak? Pasuje? 🙂

 

Ogólnie rzecz biorąc, cały temat bycia tu i teraz oraz porzucenia wszystkiego, co Cię spotkało i z czym jeszcze będziesz musiał się zmierzyć da się określić jednym ładnym słowem.

Mindfulness.

Dosyć popularne dzisiaj słowo.
Ładnie wygląda w nagłówku artykułu o szczęściu w kolorowej gazecie. Nie gorzej, gdy opowiadasz o tym znajomym.

W skrócie oznacza ono uważność.
Skupianie się na tym, co dzieje się w Twojej głowie i w miejscu, w którym się aktualnie znajdujesz. Doświadczanie świata takim, jakim jest, wyłączając z procesu wszelkie oczekiwania dotyczące go.

Mindfulness można traktować dwojako.
Jako praktykę. Inaczej mówiąc medytację. Koncentrowanie się na oddechu i przebywanie na trochę sam na sam z własnymi myślami.

Bądź jako swoiste podejście do życia i do wszystkiego, co Cię w nim spotyka.

O równie ważnej medytacji, która zajmuje jakieś dziesięć, piętnaście, w niektórych przypadkach trzydzieści minut dziennie pogadamy kiedy indziej.

Dzisiaj skupimy się na podejściu, które wypełnia przynajmniej kilkanaście godzin Twojego czasu każdego dnia.

 

Pamiętasz kiedy ostatnio miałeś jakiś poważny dylemat albo problem, z którym nie wiedziałeś, jak się uporać?
W takich chwilach wszyscy mamy w zwyczaju przesadnie rozmyślać na dany temat.

Wstajemy rano. Myślimy o problemie.

Robimy śniadanie. Myślimy. Wychodzimy z domu. Myślimy. Pracujemy. Myślimy. Wracamy i myślimy. Nawet spędzając czas z przyjaciółmi albo leżąc wieczorem w łóżku – myślimy.

Zazwyczaj mamy przekonanie, że osobowość, zachowanie i myśli to wszystko, co nas tworzy.
Że Ty i to, co dzieje się w Twojej głowie stanowicie jedną, wspólną całość.

Lecz gdy zaczniesz już trenować skupianie się na tu i teraz, to z czasem zauważysz, że to nie do końca tak.

Że właściwie da się „stanąć obok” i po prostu obserwować własne myśli. W pewnym sensie odciąć się od nich, skierować swoją uwagę na rzeczywistość i patrzeć, jak się rozwijają. Nie myśleć zbytnio o ich znaczeniu, a po prostu zauważać ich obecność.

Bo bycie w teraźniejszości to też zwracanie uwagi na siebie samego i na to, jak płyną Twoje myśli.
Kiedy stajesz się uważny, nagle rozumiesz, że wcale nimi nie jesteś. W pewnym momencie stajesz się po prostu obserwatorem, który żyje z nimi wspólnie. Nie chwytających ich w locie. Tym bardziej nie odpychając od siebie.

Twoje myśli to jedna wielka, rwąca rzeka.
A w uważności chodzi o to, aby z niej wyjść, usiąść sobie spokojnie na brzegu i zwyczajnie obserwować, jak płynie.

 

Nigdy nie czułem się komfortowo na parkiecie.

Za każdym razem, kiedy mam okazję tańczyć na jakiejś imprezie, moje ruchy wydają się jakby sztywne.
Nie wiem co zrobić z rękami i jak ustawić nogi. Chciałbym odrzucić te myśli, ale przecież wiem, że inni patrzą.
Skupiam się więc na tym momencie jeszcze bardziej.

Starając się zatańczyć lepiej niż Mia i Vincent w Pulp Fiction, robię wszystko, co możliwe, by nie wyjść na łamagę.

I w sumie, zazwyczaj nie wychodzi tak źle, jak to opisałem.
Najgorzej jest jednak, kiedy przesadnie o tym myślę. Kiedy ciągle zwracam uwagę na swoje ciało zamiast po prostu wczuć się w rytm.

Bo przesadne skupianie się na konkretnym momencie, tylko pogarsza sytuację.

Gdy stoisz przed oceniającą Cię na każdym kroku widownią, tańczysz albo poznajesz nową osobę, koncentrowanie się na strachu zazwyczaj tylko go podkręca.
Wtedy trzeba skupić się NIE na sobie i na tym, jak cholernie boje się zrobić choćby krok. A na wszystkim, co na zewnątrz.

Zobacz, jaki ten Pan w drugim rzędzie ma śmieszny krawat. A jak ta Pani świetnie dzisiaj wygląda.

O kurde, przecież to Twój ulubiony kawałek, a znajomy zaczyna przeganiać Cię w rankingu najlepszych na parkiecie – nie pozwól mu na to.

Kurde, ale inteligentny jest ten gość, cieszę się, że go poznałem. A tamten? Też wygląda na kogoś, kto zna się na rzeczy – idę i zagadam.

 

I tak chyba najciekawszym konceptem w uważności jest to, jak sami sobie lubimy dostarczać cierpienia. Nawet, jeżeli fizycznie go tu nie ma.

Bo łaściwie, to ta konkretna chwila, w której się teraz znajdujesz jest naprawdę okej. Nie dzieje się nic, co mogłoby przynieść Ci szkodę.

Czytasz sobie ciekawy tekst o nowym podejściu, które niedługo zaczniesz wprowadzać w życie. Siedzisz przy biurku albo z gdzieś indziej z telefonem w ręku. Nie doświadczając żadnego bólu, zmartwienia ani smutku.

Bo większość tematów, które Cię martwi to albo coś, co już miało miejsce i to właśnie rozpamiętujesz albo coś, czego jeszcze tu nie ma.

Pierwsze było i nie wróci.
Drugie dopiero nadejdzie, więc nie ma co myśleć o tym na zapas.

Tu i teraz jest po prostu dobrze.

 

Mindfulness rozwija także Twoją uważność na to jak interpretujesz i jak reagujesz na wszystko, co Ci się przydarza.

W pewnym sensie pomaga Ci zrobić przerwę pomiędzy emocjonalnym impulsem a reakcją.
To tak zwane rozpoznawanie iskry przed wywołanym ogniem, jak to Buddyści mają w zwyczaju ładnie nazywać.

Dzięki temu, następnym razem, gdy coś wywoła w Tobie chęć złości i wyładowania na czymś silnych emocji, będziesz tego świadomy. Znajdziesz się w tej przerwie między jednym a drugim, mogąc w końcu podjąć umyślną, nie opartą o instynktowne działanie decyzję.

W której nie będzie nawet grama wpływu zewnętrznego.
Zaś będzie w całości składać się z Twojej odpowiedzialności i zdrowego rozsądku.

 

Z uważnością sprawa ma się o tyle dobrze, że możesz ćwiczyć ją właściwie w każdym momencie.

O ile jesteś w miejscu, gdzie możesz się bez problemu skoncentrować, bez ciągłego zwracania uwagi na coś ciekawego wokół.
Z wyłączonymi powiadomieniami i wyciszonym telefonem. Skupiając się tylko na tym, że jesteś w konkretnym miejscu, o konkretnym czasie i czujesz się w konkretny sposób.

Gotowy?

Skupienie się na aktualnej czynności to najlepsze, co możesz zrobić.

Jeśli pijesz kawę, to nie scrolluj tablicy, tylko naprawdę zauważ to, co robisz. Niech każdy łyk będzie świadomy. Niech smak napoju będzie odczuwalny. Niech ciepło naprawdę rozgrzewa.

Gdy siedzisz z przyjaciółmi, poświęć rozmowie maksimum uwagi. Słuchaj, co mają do powiedzenia. Analizuj to. Bierz pod lupę każde słowo, a w swoją wypowiedź wkładaj pełnię siebie.

Czytając zwracaj uwagę na każde zdanie i jego znaczenie. Czuj teksturę kartek pod palcami. Rozum tekst całym sobą.

Wierz mi, gdy naprawdę skoncentrujesz się na jednej aktywności, Twoja umiejętność bycia tu i teraz od razu się poprawi.
A to, co robisz w końcu przyniesie naprawdę dużo satysfakcji.

Mówiłem o tym już parę razy, ale nie zaszkodzi wspomnieć i tutaj.

Bądź. Wdzięczny.

Za wszystko, co w życiu masz.
Za talenty, przyjaciół, rodzinę. Za podróże, za miłego taksówkarza, za dobry obiad. Za książkę, która Cię czegoś nauczyła.
Za dobrą herbatę, na którą Cię stać.

Nawet za te na pierwszy rzut oka negatywne rzeczy warto być wdzięcznym.

Za nieudaną próbę, bo przecież wskazała Ci właściwą drogę. Za porażkę, ponieważ pomogła Ci zrozumieć, co naprawdę jest w życiu ważne. Za kłótnię, która udowodniła Ci, że masz ogrom wad, nad którymi powinieneś pracować.

Bądź wdzięczny w każdym momencie dnia.

Rano jak wstajesz z łóżka. Nie martwiąc się o to, czy ktoś każe Ci się zaraz wynieść z domu. Jak jedziesz autobusem, że nie musisz iść na piechotę. Gdy spotykasz się z przyjacielem, bo masz kogoś bliskiego. Kładąc się spać, że mogłeś spokojnie cieszyć się kolejnym dniem.

Dziękować można za wszystko. Kwestia tego, jakie będziesz miał do tego wszystkiego podejście.

Pół godziny yogi. Piętnaście minut rozciągania. Godzina biegania albo siłowni. Cokolwiek, co lubisz.

A po co?

A po to, że każda aktywność fizyczna wymaga od Ciebie skupienia na jednym momencie. Z jednej strony ćwiczysz bycie tu i teraz, z drugiej zaś budujesz nawyk, który kiedyś z pewnością zaowocuje.

Spróbuj kiedyś poćwiczyć bez muzyki i zobacz, jak cała aktywność przeradza się w swoistą medytację. Bez siedzenia w jednym miejscu. Wciąż przywiązując dużą wagę do oddechu i do własnych myśli.Kurde, to jest cholernie ciekawy temat.

Bo wiesz, w dzisiejszych czasach szczególnie trudno jest wpaść we flow – czyli tak zwany rytm działania, podczas którego kompletnie zapominasz o otaczającym świecie i tracisz poczucie czasu.

Dzisiaj wolimy sprawdzić maila, potem wejść na chwilę na fejsa. Potem dopiero dorzucić dwa grosze do projektu, nad którym pracujemy i znów wrócić na fejsa. Następnie zobaczyć co na Insta, odpisać komuś i znowu delikatnie popchnąć pracę na przód.

Tak jest, nie?

Zamiast zajmować się jednym konkretnym działaniem, wolimy skakać po tematach, co chwilę kierując swoją uwagę na nowy obiekt.

A w ten sposób, nie wiem czy wiesz, trudno jest o naprawdę efektywną pracę. Żeby była ona ewidentnie owocna, nie obędzie się bez długiego, nieprzerywalnego skupienia na jednym zadaniu.
I zanim podrzucę Ci oddzielny post na ten temat, póki co mogę jedynie zachęcić do poszukiwania odpowiedzi.
Do znalezienia Twojego flow i sposobu, w jaki będziesz weń wchodził. Do stworzenia własnego wzoru na maksymalne wykorzystanie tych kilku godzin, jakie poświęcasz na pracę.

Dodatkowo, o swoim własnym napisałem ostatnio post na Facebooku. <O tutaj!>.
Największą przepaścią, jaka dzieli Ciebie i Twoje skupienie na teraźniejszości są te wszystkie rzeczy, które bez przerwy Cię dekoncentruja.

Ciągłe sprawdzanie Fejsa. Przewijanie stories na Insta. Dostawanie co chwile nowych powiadomień z messengera. Pisanie SMSów, gdy powinieneś coś dokończyć. Oglądanie bezsensownych filmików na necie, kiedy musisz się zabrać do pracy.

Zamiast tego wszystkiego poświęć pełne, nieprzerwane piętnaście minut dziennie na jakieś działanie.
Na czytanie książki, na rodzinę, na sprzątanie. Na cokolwiek, byleby bez tych wszystkich odwracających uwagę elementów, które notabene dobrze jest usunąć z życia raz, a porządnie.

Wyłączając powiadomienia. Pozbywając się niepotrzebnych rzeczy z domu. Ucinając znajomości, które tylko zabierają Ci czas.

Abyś mógł w końcu skupić się na tych naprawdę ważnych, mających największy wpływ sprawach.Załóż bloga i dziel się swoimi przemyśleniami. Pomóż znajomemu, który nie może poradzić sobie z problemem. Zapisz się na weekendowy wolontariat.

Po prostu dawaj wartość. I dawaj jej jak najwięcej.Na ten temat będzie niedługo obszerny, porządny tekst, lecz tym razem podrzucę Ci jedynie kilka trafnych rad, co byś wiedział na co zwracać najwięcej uwagi 🙂

  • Skup się na oddechu
    To w byciu tu i teraz jest naprawdę ważne.
    Żeby być świadomym swojego oddechu oraz kontrolować go.
    Poczuj, jak powietrze delikatnie wlatuje Ci nosem. Jak wypełnia płuca, a następnie wychodzi tą samą drogą. Powoli, bez pośpiechu. Skupiając się tylko na tym.
  •  Staraj się obserwować myśli
    Okej, to może z początku brzmieć jak naprawdę dziwny koncept.
    I rozumiem, jeśli nie jesteś w stanie podejść do niego bezkrytycznie.
    Ale z czasem po prostu do tego momentu dojdziesz.
    Na samym starcie będziesz w stanie robić to przez pięć sekund. Potem przed piętnaście. Kiedyś uda Ci się przez trzydzieści. I tak dalej. Zobaczysz, jak dzięki treningowi jesteś w stanie zapanować nad swoimi myślami, obserwując je, aby one już nigdy nie zapanowały nad Tobą.
  • Wracaj do oddechu
    Jeśli zdarzy się, że zaczniesz myśleć o czymś kompletnie innym, niż powinieneś, to po prostu się zatrzymaj.
    Na pewno nie panikuj i nie irytuj się myślą, że „znowu nie mogę spokojnie obserwować swoich myśli”. Bo nie o to tu chodzi.
    Jak już zauważysz, że „odleciałeś” i aktualnie zacząłeś rozmyślać na jakiś temat, zapominając o celu medytacji, to po prostu wróć do oddechu. Nie karcąc się, bo to właśnie te powroty są Twoim ćwiczeniem.
    Za każdym razem, kiedy widzisz, że myślisz o czymś innym, skup się znów na oddechu. I dodaj sobie punkt za udaną próbę.

Kluczem do bycia tu i teraz bez ciągłego zastanawiania się nad tym jest najzwyczajniejszy w świecie trening.

Pewien guru medytacji powiedział kiedyś, że aby zacząć swoją przygodę z uważnością wystarczy, że każdego dnia weźmiesz jeden w pełni świadomy oddech.

Dlatego pamiętaj, żeby codziennie choćby przez kilka chwil być w pełni tu i teraz. Nie myśląc o przyszłości, nie starając się zbytnio wybiegać naprzód. Po prostu ciesząc się tym, co masz przed sobą i wiedząc, że cokolwiek nie nadejdzie, to i tak sobie poradzisz. Starając się o jak najlepsze życie, akceptując przy tym wszystko, co przynosi Ci rzeczywistość.

Nie wyciągając telefonu na kawie z przyjacielem. Pijąc herbatę, jakby to była ostatnia. Czytając książkę, jakby to od niej zależało Twoje życie. Rozmawiając z innymi, jakby byli najciekawszymi osobami na tym świecie.
Codziennie ćwicząc nawyk uważności zobaczysz, jak ni stąd ni zowąd nagle pojawi Ci się w życiu niesamowicie dużo dobra.

Które wszyscy będziemy podawać dalej.

Trzymaj się, M.