Dyszysz jak maratończyk, który właśnie przekroczył linię mety. Siadasz najszybciej, jak możesz, aby tylko nie przeszkodzić innym uczestnikom tego wielkiego przedsięwzięcia.


Wyjmujesz z torby długopis, bierzesz łyk wody i odbierasz od “mistrza” swoje wyzwanie na dzisiaj. Pierwsze spojrzenie i już wiesz, że nie będzie tak łatwo, jak na początku myślałeś.

Przygotowywałeś się – jak znaczna większość siedzących wokół Ciebie osób – przez ostatnie kilkanaście dni z rzędu.
Masz świadomość, że znasz wszystkie pół-tajne sztuczki i chwyty, które mają w zwyczaju stosować Wasi mentorzy.
Lecz, co możesz zrobić, jeśli widzisz, że spora część Twojej pracy poszła na marne?
Jedyne, co pozostało, to spróbować zdać najlepiej, jak możesz i przypomnieć sobie wszystko, co w tym konkretnym momencie Twojego życia wydaje się najistotniejsze.

Przechodzisz przez kolejne pytania i nieudolnie próbujesz zdać się na swoich „pomocników”. W każdym poszczególnym dylemacie polegając na którymś z nich.
W pierwszym kierowałeś się intuicją, bo tematyka w ogóle nie jest Ci znana. W drugim z nieskalaną pewnością zaznaczyłeś poprawną odpowiedź. W trzecim znowu spróbowałeś porozumieć się z wewnętrznym przeczuciem, a w czwartym i piątym chciałeś zerknąć do nowicjusza siedzącego po lewej.

Tamtego dnia od momentu złapania za długopis mniej więcej do momentu zamknięcia za sobą drzwi, Twoje myśli wypełniał stres i niepewność. Wiedziałeś, że jeżeli na któreś z postawionych przed Tobą pytań podałeś niepoprawną odpowiedź, będziesz musiał ponieść tego konsekwencje.

Stąd pochodził ten wszechogarniający strach, którego za nic nie potrafiłeś opanować.

A ja dziś pokażę Ci kompletnie odmienne podejście.

Udowodnienie, że niepewność w podawaniu odpowiedzi czy kompletny jej brak nie zawsze jest czymś złym.
Lepiej – zazwyczaj wskazuje na wielką dojrzałość i właściwe podejście do otaczającego świata.

Chodź, zobaczysz, że będzie fajnie.

Życie potrafi zaskoczyć i tego nie trzeba chyba tłumaczyć nikomu, kto żyje na tym świecie przez choćby parę lat.

Czasem zadziwi Cię, że pada deszcz, a Ty znów nie zabrałeś ze sobą parasolki. Albo wychodząc w kompletnie innym celu spotkasz kogoś, kogo nie widziałeś od kilku lat.

Potrafi ono w jednym momencie spełnić wszystkie Twoje marzenia tak, że już nie potrzebujesz w życiu niczego więcej. Bądź postawić przed Tobą tyle wyzwań, że sam nie wiesz, czy uda Ci się im podołać.

Możesz przypuszczać, ale nigdy nie przewidzisz tego, jak naprawdę potoczy się Twoje życie za jakiś czas.

A sam ten brak pewności wcale nie jest taki zły. Wszystko zależy od Twojego podejścia i ogarnięcia tego, co teraz.

A przyszłość ułoży się już sama.

W sumie, to nic.
Mogę nic nie myśleć. Nie mieć zdania.
Albo nie wystarczająco wgłębić się w temat. Nie chcąc rzucać opiniami, które nie są praktycznie niczym podparte.

Nagle, gdy komuś tak odpowiesz, zaczynają dziać się rzeczy niesamowite. Ludzie potrafią dosłownie oszaleć.

Ale jak to? Nie ma swojego zdania? Przecież musisz, przecież trzeba. Przecież powinno się coś „myśleć”.
W jaki sposób chcesz zaistnieć i wyróżnić się na tle innych, jeśli nie masz nawet własnego zdania? Czegoś, co w pewnym sensie tworzy Ciebie?

A no tak.

Bo nie ma co ukrywać, że się znasz, jeśli dobrze wiesz, że się nie znasz.
Ponieważ nie mając wartościowego zdania będziesz znacznie mądrzejszym słuchając, niżeli rzucając w innych swoją opinią.

To ważne szczególnie w czasach internetu, gdzie na każdej stronie od razu pojawia się dziesięć przycisków od udostępniania i komentowania. A autor danej treści tylko siedzi i zaciera ręce z nadzieją, że jego dzieło będzie podane dalej.
Albo nawet wzbudzi jakiś zament.

O niewiedzy pisali już i starożytni filozofowie, i religijni przewodnicy, i wspaniali naukowcy czy pisarze dwudziestego wieku.

Wszyscy jednogłośnie stwierdzając, że nie ma co wyskakiwać przed szereg i próbować wpłynąć na innych, jeśli nie ma się do tego odpowiedniego, wartościowego narzędzia.

Narzędzia, które potrzebuje wielu lat teorii, praktyki i testów, aby mogło być użyte przez Ciebie z czystym sumieniem.

A nie wiem.

Czasem podpowiada Ci intuicja, innym razem odpowiedź podrzucił przyjaciel. To bez znaczenia.

Decyzje mają to do siebie, że nieraz trzeba podejmować je cholernie szybko. Albo ryzykować ogromną stawkę.
Nie mając wystarczająco dużo czasu na zastanowienie się, nie mówiąc już o znalezieniu tej dobrej opcji, którą i tak wielu uzna za idiotyczną.

Twoje życie, Twoje wybory.
I wcale nie musisz ich nikomu tłumaczyć.

Akurat z tematem poświęcenia się jednej rzeczy w życiu jest trochę jak z pytaniem: jaki jest Twój największy życiowy cel?;
albo lepszy hit: gdzie widzi się Pan/Pani za 3 lata?

I z tym wiąże się ciekawa sprawa, bo sam kiedyś bardzo się na tym pierwszym skupiałem. Skądś wzięła mi się samoistna potrzeba posiadania odpowiedzi i klarownej wizji na resztę swojego życia.
Potrzebowałem ogarnąć każdy najmniejszy szczegół swojej drogi na następne kilkadziesiąt lat, właściwie nie wiedząc, co wydarzy się za choćby najbliższe parę miesięcy.

Dlatego zmieniłem podejście. Na dużo zdrowsze.
I efektywniejsze zarazem.

Nie myślę już w kategoriach długodystansowych celów i wielkiej wizji na całe dekady do przodu.
Bo wiem, że 1) zmieni się ona jeszcze nie raz, 2) życie pewnie i tak z czasem pokieruje mnie nieco innym torem.
Nie działam w oparciu o duże cele, po których może zostać tylko smutek i frustracja.

Lepsze efekty przynosi działanie i ogarnianie tego, co pewne i na wyciągnięcie ręki.

Bo chcę wrzucić coś na fanpage albo foto kawy na Insta. Bo trzeba zadzwonić w jedno miejsce i załatwić coś w drugim.
Bo trzeba napisać tekst na za tydzień albo za dwa. Bo przydałoby się przygotować do egzaminu za parę miesięcy. Albo odłożyć trochę na wakacje w połowie następnego roku.

To najdalej, gdzie sięgam, i szczerze mówiąc, czuję się z tym niesamowicie dobrze.

Tak w ostatecznym rozrachunku, i tak moim jedynym życiowym celem jest pracować ciężko, robić to, co kocham i korzystać z życia najlepiej, jak mogę.

I Tobie, z całego serca polecam to samo.

To jedno z pytań na które odpowiedź zdobyć chyba najtrudniej.

Bo jak po, powiedzmy, 20 latach życia masz zdecydować, czy wszystko, co Cię otacza stworzył Bóg, czy raczej chodziło o naturalny przebieg natury, w którym my jako ludzie jesteśmy tylko wypadkową?
Aby móc szerze i w pełni świadomie, po doświadczeniu wielu życiowych sytuacji zdecydować, w co się wierzy, trzeba przeżyć naprawdę dużo.

A jeżeli wciąż nie jesteś pewny, to po prostu daj sobie jeszcze trochę czasu. I nadal szukaj.

Szukaj odpowiedzi bez pośpiechu. Bo choć nie musisz ich znać, to życie z nimi jest o wiele prostsze, niż bez nich.

Do następnego, M.