Okej, pisanie bywa trochę skomplikowane.


Raz masz w głowie idealny plan i dokładnie wiesz, co oraz komu chcesz przekazać. Informację znasz, sposób przekazu znasz. Nawet synonimy same wpadają Ci do głowy. I wszystko idzie jak z nut.

Innym razem nie do końca wiesz co napisać, jesteś zmęczony albo szukasz wymówek. I chodź większość idei jest w jednym miejscu, a pomysłów nie brakuje, Ty nadal nie wiesz od czego zacząć.

Tak, jak ja teraz.

Dlatego zróbmy gładkie przejście do konkretów, a ja pokażę Ci, jak stać się mistrzem pióra.

Albo klawiatury. Jak kto woli.

 

Każdy tekst musi najpierw narodzić się z konkretnej idei.

A żeby dobrze pisać, musisz mieć ich dość sporo. Szukać i zdobywać je, jak tylko nadarzy się do tego okazja.
Zawsze miej przy sobie jakiś notatnik albo apkę w telefonie, gdzie żaden z Twoich genialnych pomysłów nie zginie.

Osobiście, z całego serca polecam Evernote.

Sam mam pełen folder z setkami idei, które może wykorzystam, a może zostaną tam na zawsze. To nie istotne.
Ważne, żeby każdą z nich wpisać i umieszczać w jednym miejscu, gdzie będą czekać, aż Ty, jako autor będziesz potrzebował sięgnąć po którąś z nich.

A poza tym, jeśli nie napiszesz „10 Sposobów na prostsze gotowanie”, to może chociaż wpadniesz na „15 Błędów, które popełniają początkujący kucharze”.
Jeżeli pisanie o polityce okaże się zbyt skomplikowane, to może wymyślisz coś o prawach zwierząt?

Inspiruj się, czytaj, co tworzą inni, podbieraj pomysły, zapisuje je i twórz takie dzieła, o jakich świat jeszcze nie słyszał.

 

Wiesz co mnie najbardziej smuci i irytuje zarazem?

Kiedy widzę kogoś tak bardzo utalentowanego, że bez problemu mógłby stać się jednym z największych blogerów w naszym kraju w jakieś pięć, może sześć lat. Ma swój typ charyzmy, oryginalność, styl, ciepło płynące prosto z serca i masę dobrych pomysłów, które perfekcyjnie wypełniłyby dziury w blogosferze…

Ale kompletnie nic, cholera, z tym nie robi.

Bo boi się, co powiedzą znajomi.
Bo obawia się, że nie będzie miał na to czasu (albo już teraz woli spotkać się ze znajomymi, zamiast chwilę dłużej pisać).
Ponieważ wmówił sobie, że musi pisać tylko wtedy, kiedy ma na to ochotę albo stwierdził, że jeden tekst w tygodniu spokojnie wystarczy. A tak się składa, że nie, nie wystarczy.

W dobrym pisaniu chodzi o porządną, długotrwałą pracę.

Nie o zabawę, nie o wylewanie z siebie słów dla przyjemności, bo nie zawsze będzie Ci się chciało.
Ja sam, choć kocham pisać, często po prostu wolę robić coś kompletnie innego. A i tak siadam, piszę kilkaset słów dziennie i wiem, że znowu posunąłem się delikatnie naprzód.

Chodzi tu o zbudowanie w swoim życiu trwałego nawyku pod tytułem:
Za parę lat będę pisał takie teksty i używał takich zabiegów, że przyciągnę do siebie dziesiątki tysięcy odbiorców.

Ale póki co muszę zacisnąć zęby, odmówić znajomym dzisiejszej imprezy, włączyć notatnik i stukać w klawiaturę przez cały wieczór.

 

Przez bardzo długi czas wydawało mi się, że jedynym miejscem, w którym mogę się skupić i napisać więcej niż dwa proste zdania, jest mój dom. A dokładniej biurko, przy którym zazwyczaj pracuję.

Lecz pewnego dnia zauważyłem okazję, aby spróbować czegoś innego. Mając wolne popołudnie, chęć na dobrą kawę i laptopa pod ręką, postanowiłem przenieść się na kilka godzin do centrum.

Wybrałem miejscówkę, w której byłem już kilka razy ze znajomymi, dlatego od początku wiedziałem, że będzie mi tam całkiem dobrze.
Zamówiłem coś dobrego, otworzyłem komputer, wziąłem głęboki wdech i zacząłem ten sam proces, co zawsze.

I tak sobie siedziałem, czasem zerkając na to, co porabiają bariści bądź ludzie siedzący nieopodal. Popijając zimne latte i dawając z siebie najwięcej, jak mogłem.

A na końcu licznik w prawym dolnym rogu wskazywał trzy razy więcej słów, niż zazwyczaj. Tylko dlatego, że odważyłem się eksperymentować i sprawdzić, czy przypadkiem nie ma efektywniejszego sposobu wykonywania tej samej czynności.

Osobiście jestem ogromym fanem liberalnego szukania lepszych rozwiązań na to, co od jakiegoś czasu się robi.

Rozumiesz o co mi chodzi?

Pisz rano, a potem pisz wieczorem. Sprawdź jak to działa.
Napisz kilkaset słów w domu, a potem spróbuj zrobić to samo w kawiarni. Zaryzykuj wstanie przed piątą tylko po to, aby zobaczyć, czy nie popełnisz przypadkiem jakiegoś dzieła.
Pisz po treningu i przed nim. Z kawą, yerbą albo winem obok. Pracując w samotności albo z przyjacielem, który również pochyla się nad komputerem obok.

Alternatyw jest tak dużo, jak sobie wymyślisz.
A nigdy nie wiesz, czy któraś nie okaże się złotym kluczem do wszystkich poprzednio zamkniętych drzwi.

 

Uwaga, podzielę się teraz z Tobą najepszym sposobem na wenę. Jedynym możliwym rozwiązaniem, które na zawsze zażegna wszystkie Twoje problemy, niepewności i braki pomysłów.
To takie konkretne podejście do pracy, pisania, ogólnie każdej twórczej pracy, w której, aby coś powstało, najpierw musisz ruszyć głową. Gotowy?

Nie ma czegoś takiego jak wena.

To tylko koncepcja stworzona przez artystów, którzy przez wieki wyobrażali sobie, że pomysły wpadają wtedy, kiedy owiana mgłą muza szepcze im je do ucha.
To jedynie banalna wymówka stosowana przez wszystkich, którzy wolą wmówić sobie prostą bajkę o romantycznej chęci do tworzenia, zamiast siąść i w końcu cokolwiek zrobić.

Rozumiem szukanie pomysłów, celowe odkrywanie inspiracji, spędzanie czasu na przyjemnych zajęciach, aby w głowie pojawiły się wspaniałe idee.
Ale tylko, jeżeli większość Twojego czasu już teraz zajmuje trening i realne ćwiczenie swojego warsztatu.
Bo to on liczy się najbardziej. A nie same chęci czy rewolucyjne myśli, na których możesz jedynie od czasu do czasu się wesprzeć, aby cała praca szła naprzód odrobinę szybciej.

Dlatego nie wmawiaj sobie, że potrzebujesz weny.

Na tą chęć składa się tak wiele czynników, że sam z ponad stu dziesięciu już napisanych tekstów, wrzuciłbym do netu pewnie ze dwadzieścia.

Prawdziwy pisarz nie zastanawia się, czy ma właśnie ochotę wyskrobać kilka zdań.

On po prostu siada, czasem zaciska zęby, czasem nieco się zmusza, ale ostatecznie ciężko pracuje, rozwijając się i zostawiając całą skupiającą się na wenie konkurencję w tyle.

 

Pamiętasz jak kupiłeś kiedyś ten instrument, na którym miałeś się nauczyć grać, a potem właściwie go nie ruszyłeś?
Albo jaskrawe adidasy, co w nich biegać miałeś.

Albo ominąłeś trening na siłowni. Bądź wieczorną, dziesięciominutową sesję medytacji.
Lekcję nowego języka. Czytanie wartościowej lektury. Albo warsztaty, na które nie chciało Ci się iść.

To właśnie jest opór w najczystszej postaci. Ta niewidzialna siła, z którą już przed Tobą miliony artystów musieli sobie radzić.
Jeżeli nie dałoby się go pokonać, nie byłoby 5 Symfonii, nie byłoby „Romeo i Julii”, ani Rozważań Marka Aureliusza. Prawdopodobnie nie żylibyśmy teraz w pięknych, wzbijających się ku chmurom wieżowcach, nie mielibyśmy muzeów, a sam pisałbym ten tekst na maszynie, błagając wydawcę gazety, aby wcisną go gdzieś między codzienne wiadomości.

TO, CO WIEM, to że istnieje jeden sekret, który prawdziwi pisarze znają, a Ci udawani nie:
To nie pisanie jest trudne.
Trudne jest siadanie do pisania. A tym, co powstrzymuje nas od zwrócenia się ku pracy jest opór.

Dlatego pamiętaj.

Jeszcze wiele razy spotkasz go na swojej drodze i nie raz będziesz musiał się mu poddać. Powiedzieć, że dałeś ciała i odpuścić. Ale im częściej będziesz w stanie się mu postawić, nie zwracając uwagi na chęci, siadając pomimo wszystkiego do pracy, tym bliżej będziesz do bycia genialnym pisarzem.

Bo wszyscy mamy dwa życia.
To, które dzieje się teraz oraz to ambitne, do którego dążymy.
Pomiędzy nimi właśnie znajduje się opór.

Wspominałem o nim już tutaj:
| Wielki manifest do wszystkich twórców |

 

Czyli jedno z najsilniejszych narzędzi, jakie każdy pisarz może posiąść.

To dzięki nim Apple sprzedało miliony swoich produktów, mówiąc klientom o tym, jak bardzo idą naprzód, wyprzedzają dzisiejsze czasy i definiują standard na rynku.
To dzięki historiom ludzie codziennie kupują buty Nike, czując, że są prawdziwymi wojownikami życia.
To dzięki nim dobry mówca jest w stanie zainteresować swoją widownię przez bitą godzinę, a następnie sprzedać im swój produkt.

To są właśnie mistrzowie storytellingu.

A jeśli nauczysz się właściwie wpisywać swój przekaz w narrację, urzeczywistniając tekst, budując napięcie i wywołując silne emocje u czytelnika, każdy będzie chciał czytać to, co piszesz, bez względu na formę, długość tekstu czy cenę, jaką będą musieli za to zapłacić.

Ostatnim, prawdopodobnie jednym z ważniejszych sposobów na pisanie naprawdę dobrze jest uświadomienie sobie bardzo prostej sprawy. Której nie rozumie większość amatorskich pisarzy.

Nikt nie chce czytać tego, co piszesz.

Nikogo, oprócz rodziny, bliskich przyjaciół i ciekawskich znajomych nie obchodzi co robisz, jak to robisz oraz dlaczego to robisz. Piszesz, pokazujesz to światu, tyle.

Nikt nie jest zainteresowany Twoim punktem widzenia,

Bo żeby ktoś naprawdę chciał przeczytać Twoje wypociny, musisz dać im do tego realny powód.
Zastanowić się, co takiego dajesz swojemu czytelnikowi.

Czy chodzi o rozrywkę i humor, którego nie znajdą u konkurencji. Czy o bajeczny styl, niczym z bestsellerowej powieści. O użyteczność tego, o czym piszesz; twoje interesujące historie czy

Steven Pressfield, autor wielu książek i scenariuszy, zajmujący się tym tematem, podaje bardzo konkretne rozwiązanie.
1. Skup się na najważniejszych rzeczach, uprość swój przekaz i nadaj mu najczystszą, najłatwiejszą do zrozumienia formę.
2. Spraw, aby była ona ciekawa, śmieszna, bądź dawała jakąś wiedzę. Aby tak dobrze spełniała swoją funkcję, że ktoś musi być szalony, aby nie sięgnąć po Twoje dzieło.
3. Zastosuj to podejście do każdej formy pisania, sztuki czy reklamy. I voila.

Kiedy zrozumiesz, że nikt nie chce czytać tego, co piszesz, stajesz się niesamowicie skoncentrowany. Zaczynasz pojmować, że chodzi w tym wszystkim o swego rodzaju transakcję.
Odbiorca poświęca swój cenny czas oraz uwagę, a Ty w zamian podarowujesz mu coś równie wartego prezentu, który dostajesz.

I w pewnym momencie sam zaczynasz zadawać sobie pytania.

Czy to jest wystarczająco dobre?
Czy daję Im maksimum tego, co mogę dać?
Czy jest to ciekawe, wartościowe albo innowacyjne?

I nagle sam znajdujesz czytelnikowi powód, którego tak długo szukałeś.


 

Pisanie, jak wspomniałem na początku, potrafi być naprawdę trudną sztuką.

Jednego dnia w ciągu paru godzin wylewa się z Ciebie kilka tysięcy słów, o których nie miałeś pojęcia, że tam są.
Następnego nie jesteś w stanie wykrzesać choćby kilku zdań, powtarzając sobie tę samą historyjkę o tym, jaki to beznadziejny jesteś.

Ale jeśli miałbym dać Ci jedną lekcję z całego tego tekstu, to brzmiałaby ona:

Mark Twain, Stephen Hawking, Ernest Hemingway.
George R.R. Martin, Tolkien, Poe.
Żaden z nich nie stał się kimś wielkim od siedzenia i czekania. Najwięcej dało im eksperymentowanie, trening oraz popełnianie błędów, które nadało ich pracy prawdziwej konsekwencji.

Każdy z nich był geniuszem i miał talent – nie ma co do tego wątpliwości.

Ale nikt nie powiedział, że w Tobie takowy nie drzemie.
Teraz tylko idź go obudzić.

M.