Jobs nie przyjmuje żadnych sprzeciwów.


„Najlepiej opisać tę sytuację określeniem ze Star Treka – wyjaśnił. – Steve ma pole zniekształacania rzeczywistości”. Kiedy Hertzfeld wyraził zdumienie, Tribble to rozwnął: „W jego obecności rzeczywistość jest zmienna. Potrafi namówić każdego praktycznie do wszystkiego. Kiedy go nie ma, to znika, ale trudno w takich okolicznościach układać realistyczne plany działania”.

Tribble wspomina, że przejął to określenie ze słynnych odcinków Star Treka, w których obcy tworzą własny, nowy świat samą siłą umysłu”. Mówi, że miało być jednocześnie komplementem i ostrzeżeniem.

U podstaw zniekształcania rzeczywistości leży głębokie i niezachwiane przekonanie Jobsa, że zasady go nie dotyczą. Zachowywał się tak nawet w małych, codziennych aktach buntu, takich jak niezakładanie tablic rejestracyjnych w samochodzie i parkowanie na miejscach dla niepełnosprawnych.

Miał poczucie wyjątkowości: tego, że jest wybrańcem i oświeconym. „Uważa, że istnieje nieliczna grupa osób wyjątkowych, takich jak on, Einstein, Gandhi i guru, których poznał w Indiach, że on jest jedną z nich” – opowiada Hertzfeld.

Innym kluczowym aspektem postrzegania świata przez Jobsa był jego zero-jedynkowy sposób widzenia. Ludzie byli albo „oświeconymi”, albo „dupkami”. Ich praca byłą albo „najlepsza”, albo „kompletnie gówniana”. 

„Steve Jobs” – Walter Isaacson


Mało kto faktycznie to zawuaża, ale każda wspaniałość ma swój cień.

Jobs był w stanie zarządzać setkami osób, utrzymując działanie całej firmy na najwyższym możliwym poziomie. Planować cele na kilka lat wprzód. Osiągając niesamowite wyniki. Będąc wzorem lidera, do którego dążą dzisiaj niemal wszyscy menadżerowie.

Faktycznie, z czasem, zmieniając świat, na czym tak bardzo mu zależało.

Ale przy tym musiał liczyć się też z kosztami. Których właściwie nie zauważał. A może zauważał, ale po prostu to ukrywał.

Każdy kto miał z nim kontakt musiał mierzyć się z bolesnymi atakami z jego strony. Albo działali na maksa albo prosto z mostu otrzymywali zimne „You’re fired” od jednego z najsłynniejszych ludzi XX wieku. Był zbyt skupiony na celu, aby pozwolić komukolwiek opóźniać go w swoim dążeniu.
Nie mówiąc już o rodzinie, z której utrzymaniem radził sobie beznadziejnie.

Przykładów geniuszy, którzy nie byli do końca świadomi kosztów swojej wielkości na pewno jest wiele.
A przytoczyłem ten temat tylko dlatego, że Ty i Steve macie naprawdę dużo wspólnego. Tak jak on, mierzysz wysoko, dbasz o szczegóły. Jesteś perfekcjonistą i masz ambitne plany, na które jesteś gotów długo pracować.

Ale co z podobieństw najważniejsze – on „zmagał się” ze swoim ego każdego dnia.
Ty, kiedy za parę lat zaczniesz osiągać coś znacznie większego, również będziesz musiał sobie z nim poradzić.

 

Szkoda, że życie nie opiera się na „zjeść ciastko i mieć ciastko”.

Albo jesz, a potem szybko dzwonisz do dentysty albo zostawiasz w spokoju i nie ryzykujesz.

Nie ważne, w co włożysz swoje ręce i w czym będziesz chciał stać się naprawdę dobrym. Z czasem zobaczysz, a może już teraz widzisz, jak z podwyższającym się poziomem, ilość problemów prędzej wzrośnie, niż zmaleje.

A najgorszy jest fakt, że o sukcesie zazwyczaj myśli się jak o jakimś cholernym raju.

Kończysz szkołę, pracujesz przez te kilkanaście lat, dajesz z siebie maks od rana do wieczora, odmawiasz sobie wielu rzeczy. Cierpisz, bo wiesz, że kiedyś Ci to coś da. Że będzie w pewnym sensie lepiej.

A potem okazuje się, że bólu wcale nie jest mniej.

Niespodzianka, masz go nawet więcej.
Bo musisz brać za coś odpowiedzialność, zmagać się z wypaleniem albo kompletnym brakiem motywacji. I wtedy myślisz:
Przecież plan był inny, przecież teraz miało być już okej.

Wcale nie. I nikt nie powiedział, że lepiej będzie.

Bo każda siła ma swój koszt. O którym zawsze zapominamy. A z którym, prędzej czy później, będziesz musiał się zmierzyć.

Jobs miał swoje wygórowane ego w zestawie z przeświadczeniem, że zawsze ma rację. Ale on nie był jedynym mistrzem, który musiał radzić sobie ze swoim cieniem.

Picasso skupiał się tylko na sztuce, przez co wszystkie pozostałe wartości musiały być odłożone na bok. Włączając w to czas poświęcony dla żony, jak i dzieci.
Malarstwo z czasem stało się najważniejszą rzeczą w jego życiu, a reszta tematów od razu zeszła na dalszy plan.

Wielu sportowców i artystów do dzisiaj mierzy się ze swoimi cieniami, próbując jakoś zapanować nad rzeczywistością.

Na Ciebie również przyjdzie kolej.

 

Swój poznasz pewnie za jakiś czas. Zazwyczaj zauważa się go po przynajmniej kilku dobrych latach pracy.

Sam widzisz.

Jobs musiał działać niesamowicie długo, żeby klarownie widzieć, co w tym wszystkim stracił, a co zyskał.
Twój cień też może przybrać różne formy. Może pojawi się w formie wielkiego ego, jak u Jobsa. Albo zaniedbywania przyjaciół albo pracoholizmu.

Ale z drugiej strony – czy jest jakikolwiek sens brać się za cały ten sukces, skoro i tak nie dostanę samego dobra? Skoro dodatkowo dostanę jeszcze garść problemów?

To cholernie skomplikowane.

Bo wiesz, wszyscy kochamy ludzi, którzy osiągają w swoim życiu wielkie rzeczy. Wygrywają mistrzostwa, zdobywają medale, poruszają tłumy, budują biznesy znane na całym świecie. Ale rzadko kiedy wspominamy o koszcie, jaki musieli za to zapłacić.

Dlatego na początku należy sobie odpowiedzieć: czy jestem gotowy na cały bagaż jaki przyjdzie razem z tym osiągnięciem? Jaki typ bólu mogę znieść po to, aby osiągnąć, czego naprawdę chcę?

Relatywnie łatwo jest dostać się na poziom, na którym zarabiasz kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie, ciągle dostając pochwały od szefa. Ale czy jesteś na tyle wytrwały, żeby zostawać dodatkowe dwie godziny w pracy zamiast spędzić je z rodziną?

Nie ma nic trudnego we wrzucaniu swojej twórczości na YouTube. Ale czy jesteś przygotowany na zdobycie popularności, przez którą możesz stać się zarozumiały i egocentryczny, z czasem niszcząc relacje z innymi ludźmi, nie mając przy tym zielonego pojęcia, o co im chodzi?

Czy jesteś gotowy na ranne wstawanie przed pracą i zmierzanie prosto na siłownię, kiedy jesteś tak śpiący, że najchętniej zasnąłbyś na bieżni? Tylko po to, aby mieć ciało i kondycję, o jakiej marzysz?

Czy naprawdę chcesz w ciągu najbliższych lat zmierzyć się z ogromem trudnych decyzji i dylematów, które będziesz musiał podjąć kompletnie bez pomocy innych?

Tak tylko pytam.


Bo sukces na jednym polu zazwyczaj jest połączony z porażką na innym.

A im większy uda Ci się osiągnąć, tym większy będzie cień, jaki będziesz musiał pokonać.