Muszę Ci się do czegoś przyznać.


Nie wiem, czy powinienem o tym pisać, ale mi też czasem zdarza się płynąć przez życie i nie do końca wiedzieć w którą stronę powinienem to robić.

Nie mówię może o skali całego życia. Ale w skali codzienności na pewno.

Bo kto wśród nas jest na tyle ogarnięty i opanowany w emocjach, aby każdy dzień doprowadzać do końca tak, jak powinno to zostać zrobione? Wypełnić wszystkie obowiązki oraz zobowiązania, zdobyć wszystkie punkty i o niczym nie zapomnieć?
Jeśli znasz kogoś takiego, to koniecznie podeślij mi numer.

Przecież człowiek bez złego dnia, bez chwili słabości jest jak kupowanie mieszkania, które ktoś za Ciebie umeblował.

Niby jest w porządku, bo masz wszystko, co powinieneś. Jest całkiem okej nawet, jeśli żyrandol jest za duży, a fotel trochę za jasny. Da się mieszkać.

Ale nie ma w tym żadnej głębi, nie ma szczerości. Nie ma Ciebie.
A żeby w domu było to magiczne, niewidzialne ciepło, którego tak wszyscy pragniemy, musi być zrobione na Twój sposób.

Tak samo z trudnymi dniami.

Aby była w życiu harmonia, abyś mógł widzieć kontrast dobra i zła, ciągle nabierając doświadczenia, musisz czasem natrafić na kamień na środku drogi. Albo na ślepą uliczkę.

I ustalmy sobie już teraz – zdarza się to każdemu z nas.
I nie ma w tym kompletnie nic złego.

A jeśli ktoś próbuje wmówić Ci, że ogarnia swoje obowiązki zawsze i wszędzie bez względu na losowe wydarzenia.
To po prostu mu nie wierz. I rób swoje.

 

Pamiętasz jak ostatnim razem przyjaciółka była na Ciebie ewidentnie zła, a Ty kompletnie nie miałeś pojęcia, o co jej chodzi?

Myślisz – może coś źle powiedziałem?
Może ją uraziłem, choć nie miałem zamiaru?

Zagadujesz, rzucasz komplementem, pytasz co u niej, próbujesz być miłym od samego początku.
A ona od samego początku jest jak mur, od którego się odbijasz.

Myślisz, no dobrze, może w ciągu paru godzin się to zmieni.

Próbujesz znów. Pytasz, czy ma coś trudnego, z czym nie potrafi sobie poradzić?

Nie.

Piszesz na Facebooku.
A jest coś, co ją martwi? Możesz jakoś pomóc?

Nie, wszystko w porządku.

I wtedy już kompletnie nie wiesz, o co w tej grze biega.
Bo jeśli wszystko „jest okej”, to… czemu nie jest okej? Przecież wyraźnie widzisz tę rozbieżność.

A nie jest okej, ponieważ Twoja przyjaciółka musi zmagać się z jakimś problemem, który ciągle ją śledzi. Gdy jest na zajęciach, ten zajmuje krzesło obok. Kiedy idzie do sklepu, nie potrafi zostawić go na półce. Gdy wraca do domu, ten czeka już na nią w pokoju. Kiedy chce trochę odpocząć, ten znów przypomina o swoim istnieniu.

Okazuje się, że zdobyła go w pracy. Po poważnej rozmowie z szefem. I zapomniała o jednej, cholernie kluczowej rzeczy.

O zostawieniu go tam, gdzie go znalazła.

Często czynniki, które wpływają na Twój „zły dzień” da się tak po prostu gdzieś odłożyć. Rozkazać im czekać, aż wrócisz. I w końcu się z nimi rozprawisz.

Pamiętaj o tym, kiedy następny razem przydarzy Ci się coś przykrego w kawiarnii, w której pracujesz. Albo na zajęciach, które od niedawna przysparzają Ci wielu trudności.

Aby nie przynosić swoich problemów z pracy do domu. Ze studiów do grona znajomych. Ze szkoły do hobby.

Bo, uwierz mi, kiedy zmienisz miejsce, Twoje konto pt. „radzenie sobie z różnymi przeszkodami” może stać się czyste w ciągu chwili.

Zawsze sprawdzaj plecak dwa razy i upewnij się, czy problem gdzieś tam nie siedzi 🙂

 

Czujesz, że Twój dzienny plan zaczyna się znacznie pogarszać?
A Ty konsekwentnie tracisz kontrolę nad jego kierunkiem?

Wtedy właśnie przychodzi moment na tę strategię.
Kiedy tylko poczujesz, że coś jest nie tak.

Szukasz najlepszej i najszybszej decyzji, jaką możesz w tej chwili podjąć.

Telefon do znajomego, kubek kawy albo nawet przeczytanie posta z mojego bloga. Wyjście na spacer, zagranie jednej partii w jakąś grę, zajęcie się czymś przyjemnym.

Bądź bardziej z nastawieniem na pracę.

Kończąc projekt, dopisując parę nowych zdań do eseju albo odpisując na maila.

Następny dobry krok zawsze gdzieś tam jest.

I nie dość, że dzięki niemu faktycznie poprawiasz sytuację, to jeszcze skutecznie oddalasz się od złego dnia.

Wykonałeś jeden krok we właściwą stronę.
Teraz jeszcze kilka kolejnych i jesteśmy w domu.

 

Jako ludzie niesamowicie często wolimy trochę się pomartwić i podramatyzować. Zamiast od razu postawić przed sobą jasny obraz sytuacji i po prostu podjąć kolejny krok. Jakikolwiek, byle wydawał się posuwać wszystko nieco naprzód.

Bo emocjonowanie się jest prostsze, bo to trochę wystawia nas na poklepanie po ramieniu ze strony innych.
A przecież to lubimy jeszcze bardziej.

Choć wcale o pomoc nam nie chodzi.

Jeśli naprawdę byśmy jej potrzebowali – wystarczy przecież poprosić.

Dlatego zawsze stawiaj sprawę jasno.

Jeżeli jest tak źle, że przydałaby się garść rad od kogoś bliskiego. Po prostu to zrób.

Jeśli czujesz, że następnym dobrym krokiem jest zaciśnięcie zębów i wzięcie się za obowiązki, które na Ciebie czekają, to po prostu to zrób.

Zazwyczaj nie musimy się zastanawiać nad następnym krokiem. Znamy go, wiemy, co powinno zostać zrobione. A nadal wolimy stracić dodatkowe pół godziny na przejmowanie się złym dniem.

Wiesz przecież, że wolisz być w dobrym humorze, konsekwentnie pracując na swoje cele, a nie pogrążając się w smutku. Wiesz, że chcesz przejść przez ten dzień w dobry sposób.
Masz też świadomość, że jego kierunek, nawet jeśli zboczył nieco z kursu, nadal da się zmodyfikować. Jeśli tylko pozostaniesz ze sobą szczery i skupiony na byciu konkretnym.

Zazwyczaj rozwiązanie jest po prostu zdecydowanie prostsze, niż nam się wydaje.

 

Zdejmij słuchawki.
Albo lepiej – załóż. I puść sobie coś, co lubisz.

Zamknij laptopa i odłóż na parę chwil telefon z internetem.
Wyjdź z pomieszczenia, jeśli ktoś również w nim jest. Zostań sam.

Daj sobie pięć minut na porządne odetchnięcie od wszystkiego, co Cię przytłacza.

Od informacji, od dylematów, od wyborów oraz pracy, którą musisz się zająć.

Od trudnych pytań i presji, że musisz ogarniać swoje życie.

Odetnij się. Zostań tylko ze swoją osobowością i myślami, które w konfrontacji jeden na jeden nie mają aż takiej mocy.

Pomedytuj. Zrób sobie kawy. Obejrzyj filmik Willa Derbyshire’a lub wyjrzyj przez okno i podziwiaj świat.

Zrób cokolwiek, co choć na chwilę przetnie grubą nić pomiędzy Tobą a trudną rzeczywistością.

 

Stoicy już dwa tysiące lat temu powtarzali, że na życie trzeba często patrzeć z perspektywy.

Głównie po to, aby zobaczyć, jaka jest realna waga danej sytuacji. Danego problemu, z którym się zmagamy.

Nie da się spojrzeć na rzeczywistość bezbłędnie, patrząc tylko z bliska. Kompletnie odrzucając istnienie większego obrazu.
A to on właśnie daje nam narzędzie do prawdziwego zdystansowania się od wszelkiego życiowego cierpienia.

Bo jakie znacznie ma fakt, że wylałeś sobie gorącą herbatę na biurko, skoro zaraz to zetrzesz, zrobisz sobie nową, a o całym incydencie zapomnisz w ciągu tygodnia.

Jaki jest sens walki, kłótni i udowadniania swojej racji innym, skoro i tak wszyscy jesteśmy na tym świecie dosłownie przez chwilę?

 

Kluczem w szybkim przejściu od cierpienia, poczucia porażki i beznadziejnego dołka do sprawnego ogarniania tego, co się sypie jest dobry plan numer dwa.
Czyli taki, który zastąpi ten, który właśnie diabli wzięli.

Następnym razem, kiedy będziesz spodziewał się, że dzień może się posypać. Albo będzie trzeba po fakcie podjąć właściwe kroki, powinieneś już wiedzieć co zrobić.

Oprócz tych wszystkich technik, które poznałeś powyżej, dobrze jest znać też swoje prywatne sposoby. Te, co dla każdego z nas są nieco inne. Mieć swój mały, osobisty schemat działania, kiedy dzień staje się tym nieudanym.

Może Twoim antidotum na zepsuty dzień jest kawa z przyjacielem? Nic tak przecież nie pomaga, jak obserwowanie przechodniów biegnących za szybą, popijanie kawy podczas ciepłej, wartościowej rozmowy.

Może to po prostu posłuchanie muzyki na głośnikach podczas ogarniania domowych obowiązków?

Sposobów jest ogrom.

Część dałem Ci ja, drugą część możesz odkryć samemu. I naprawić dzień totalnie na swój sposób.

Dodatkowo, jako antidotum możesz przeczytać te teksty, klikając w obrazki.

M.