Wiecie, uwielbiam różne „rozkminy” na temat życia.


Takie, które poszerzają naszą świadomość, które rozwiajają nas jako ludzi i potrafią kompletnie zmienić nasz punkt widzenia, kiedy rozmawiamy z drugim człowiekiem.

I, co śmieszne, dzisiejsza naszła mnie, kiedy siedziałem w pociągu do Gdyni. Na Open’era.

A ostatnio sobie o niej przypomniałem.

Z walizką na górnej półce, z plecakiem pod nogami i muzyką, którą usłyszę w ciągu najbliższych dni w słuchawkach, oglądałem świat, myśląc sobie o różnych rzeczach. Pociąg cichy, szybki. Fotele w klasie drugiej bardzo wygodne. Ludzie w przedziale mili i kulturalni.

Ogólnie – no kocham podróże.

I wszystko wydawało się być perfekcyjnie, aż z tego snu wyrwał mnie miły Pan, który podał czekoladowy batonik i zaproponował wodę, kawę lub herbatę. Wziąłem ostatnie, bo nieczułem się ostatnio zbyt dobrze, a coś ciepłego zawsze dobrze człowiekowi zrobi.

(A kawy w niepewnych miejscach boję się próbować.)

Pan poszedł, a ja popijając swój napój spojrzałem na wiszący u sufitu ekran podsumowujący pierwszą klasę pociągu. A tam informacja, że jest tam i posiłek, i ciepły i zimny napój oraz słodka przekąska. U mnie tylko połowa z tego zestawu.

I w sumie, różnica nieduża. Przykład trywialny. Satysfakcja i tak ogromna.
Ale coś tak nagle do mnie dotarło.

Że ludzie na świecie nigdy nie byli i niestety raczej nie będą równi.

Choć sam twierdzę, że wolność każdego człowieka to prawdopodobnie najważniejsza rzecz, jaką posiada, a o samą równość zawsze powinno się walczyć, trudno jest mi podejść do tego tematu akurat w ten sposób.

Jest ona jednym z tych popularnych frazesów, które lubimy powtarzać w mediach, na różnych wydarzeniach i w rozmowach o świecie z przyjaciółmi. Zależy nam, żeby nasz znajomy z innego kraju nie czuł się u nas nieswojo. Żeby przedstawiciele religii na świecie podchodzili do siebie z szacunkiem, a ludzie nie oceniali się nawzajem po tym, jak wyglądają.

Bo dobrze wiemy, że to właściwe.

Ale co z tego, skoro i tak co chwilę ktoś jest stawiany wyżej, a ktoś niżej. Bo mamy jeszcze jakieś przestarzałe przekonania z przeszłości. Albo wygodniej jest nam spojrzeć na kogoś i od razu przypisać mu z dziesięć cech.
Co byśmy mieli już w głowie konkretną ocenę i wiedzieli, jak się wobec niej zachowywać.

I stąd rodzą się problemy.

Czasem ludzie powiedzą Ci, że jesteś narcyzem, a Ty po prostu o siebie dbasz. Że jesteś niemiły, a Ty po prostu posiadasz asertywność, którą chcesz wykorzystać.
Ktoś źle Cię oceni. W innej sytuacji będziesz miał gorsze warunki. A czasami będziesz dyskryminowany z powodu swojego pochodzenia.

Takie niestety są realia.

Ale wciąż uważam, że nie powinniśmy w stu procentach się na nie zgadzać.

Bo pewnie, oddzielne przedziały w pociągach i lepsze bilety na festiwale dla tych, których na to stać będą zawsze.
My nadal będziemy oceniać się nawzajem po wyglądzie. Ponieważ tak już funkcjonujemy.

Ale nie znaczy to, że musimy pokazywać kciuk w górę, jeśli dzieje się źle.

Ponieważ dążenie do sytuacji, gdzie każdy z nas może mieć takie życie, jakiego pragnie, spełniać się, być szanowanym przez innych i ogólnie być szczęśliwym z tym, jak wyglada jego rzeczywistość to coś naprawdę pięknego.

Zawsze będę to popierał i zrobię wszystko, by jak największy odsetek ludzkości mógł tego doświadczyć.
Choć nadal nie będziemy w stanie osiągnąć tego ostatecznego celu.

To właśnie ten paradoks równości.

Że ludzie nigdy nie będą w pełni równi wobec siebie, ale my nadal musimy się o to ubiegać.
I choć przez ostatnie kilkadziesiąt lat poczyniliśmy największe kroki w tym kierunku w historii naszego gatunku, nadal jest sporo do zrobienia.

Bo do równości możemy dążyć zawsze. Tylko musimy mieć przy tym świadomość, że ma ona gdzieś swoją granicę.

A gdzie?

Sam nie wiem.

Ale mam nadzieję, że jak najdalej od miejsca, w którym teraz jesteśmy.

M.