Od jakiegoś czasu równocześnie kocham i nienawidzę świąt.


Z jednej strony nigdy w mojej rodzinie nie było tej słynnej atmosfery, którą widzi się w filmach albo o której po prostu się wspomina, kiedy już o świętach mowa.
I choć zawsze marzyłem o tym, żeby była zgoda, ciepło i miłość, to i tak zawsze brakowało w tym wszystkim czystej szczerości.

Pomimo tego, uwielbiam ten czas za taki ogólny luz i spokój, jaki trwa od początku świąt aż do sylwestra.

Nie pędzę już tak bardzo, bo nie ma za czym. Nie dbam o jakieś codzienne obowiązki, ponieważ jest wolne. Staram się chwilę odetchnąć, spotkać się z ludźmi, przemyśleć na spokojnie bloga i złapać książkę, która krzyczy do mnie z półki w księgarni za każdym razem, kiedy ją odwiedzam.

Mam taki swój mały, prywatny przepis na spokojne, pełne ogarnięcia i przemyśleń święta.

Bez przepychu, spotkań z ludźmi, na których Ci tak naprawdę nie zależy, zbędnych prezentów pro forma, sprzątania bez celu i udawania, że święta mają być „jakieś”.

Święta mają być Twoje, i o tym od początku trzeba pamiętać.

 

Przyznam szczerze, że ostatnie parę miesięcy były dla mnie chyba najgorszymi od jakichś trzech lat.
A te święta są okresem, w którym za wszelką cenę chcę odpocząć, złapać równowagę i dopiąć wszystko, czego ostatnimi czasy nie dałem rady.

Przy okazji, spotkać się z przyjaciółmi, z którymi nie mogliśmy znaleźć wspólnego wolnego dnia oraz przygotować się do nowego roku jak należy.

W święta – jako, że są nasze – dobrze jest zastanowić się ‚czego ja w ogóle potrzebuję?’ Czego mi brakowało ostatnimi czasy i warto by to nieco nadrobić.

Czy właśnie tych spotkań z bliskimi, czy imprez, czy picia herbaty w samotności. Książki, muzyki, poświęcenia czasu na pasję albo podróży. Lepszego snu (tego pewnie brakowało każdemu), nauki czy pracy (a tego wszyscy mieliśmy pod dostatkiem). Wypadu do kina, na burgery, które chodzą za Tobą od tygodni i zaproszenia tamtej dziewczyny na kawę.

To samo z ważnym sprawami, które leżą gdzieś w notatniku od dawien dawna, bo brakuje czasu, żeby poświęcić im nieco uwagi. Codzienne rzeczy są o wiele ważniejsze, więc te mniej naglące konsekwentnie spychamy na dalszy plan, ostatecznie nic z nimi nie robiąc. Ale jeśli nie wycisną z Ciebie resztek energii oraz nie zabiorą większości świąt, spoko jest i te trochę ogarnąć.

Z drugiej strony, świetnie na psychikę działa totalne odcięcie się od jakichkolwiek spraw i obowiązków.
Przez tych parę dni jesteś Ty, są bliskie Ci osoby, dobre jedzenie, dużo rozmów, muzyki oraz książek. Kompletnie odcinasz się i zapominasz o pracy oraz o tym, że ktoś może być od Ciebie lepszy. Na chwilę chowasz swoje ambicje do szafy i wsuwasz na stopy ciepłe kapcie. A potem wracasz do działania z takim hukiem, że słyszą Cię na drugim końcu miasta.

Bo święta to czas na nadrobienie i uzupełnienie wszystkich potrzeb jakie ostatnio Ci się pojawiły.

Dopięcie ważnych spraw i poczucie, że w końcu ze wszystkim jesteśmy na czas.

 

Zacznijmy od tego, że nie cierpię podejścia „nowy rok, nowa ja” i traktowania zmiany jednej cyferki na końcu daty jak jakiegoś cholernego zbawienia, które ma wszystko w naszym życiu zmienić.

Z 31 grudnia na 1 stycznia będziesz nadal tą samą osobą.
Ba, przez następne parę miesięcy też raczej bardzo się nie zmienisz.

O wiele praktyczniej jest po prostu określić sobie jakiś plan, sprecyzować go, ustalić wszystkie zmienne oraz możliwe przeszkody i się od razu za to zabrać, skupiając się na zbudowaniu nawyku. Może Ci nie wyjdzie albo kilka razy nie będzie Ci się chciało, ale to i tak lepszy pomysł niż zrzucanie wszystkiego na emocje związane z nowym rokiem.

Pomimo tego wszystkiego, dobrze jest pod koniec roku go nieco przemyśleć.

Jak się go spędziło. Z kim się go spędziło. Dlaczego tak i dlaczego nie inaczej.
Co jednak byśmy zmienili, a co zostawili. Co okazało się kompletnym niewypałem, a w których rzeczach wymiataliśmy.
Na co poszło za dużo kasy, energii i emocji, a czemu nie poświęciliśmy wystarczająco dużo czasu.

A potem popatrzeć naprzód i zastanowić się, co możemy zrobić, żeby nieco bardziej przybliżyć się do tego naszego ideału. Może nie od razu zdobywając wszystko i rozwalając system, ale robiąc, co się da i idąc we właściwym kierunku.

Powoli, ale naprzód.

 

Może nie wspominam o tym często, ale prywatnie jestem ogromnym zwolennikiem minimalizmu.

Nie mówię tu raczej o byciu fanboy’em Apple (jak często przezywają mnie znajomi) ani o moim upodobaniu do ascetycznych kawiarnii.

Minimalizm to po prostu cholernie praktyczny sposób myślenia. Szczególnie w naszych czasach, gdzie wszystkiego jest więcej i więcej, a my ciągle coś kupujemy, zbieramy i namnażamy. W te święta spróbujmy skupić się na tych najmniejszych rzeczach, które – jeśli dobrze wszystko rozegramy – mogą stać się tymi najważniejszymi.

Nie zmuszajmy się do kupowania prezentu, po którym na nic nas później nie będzie stać. Znajdźmy raczej taki, który da drugiej osobie najwięcej frajdy i wartości, a zobaczysz, że będzie to miało o wiele lepszy efekt. Szczególnie w przyszłości.

Czasem wystarczy ładny kubek, książka z dedykacją, wymyślna kawa albo winyl. Słuchawki, które ona ostatnio popsuła, bądź notatnik, w którym on będzie zapisywał wszystkie swoje genialne pomysły. Wypad do jakiejś naprawdę ekskluzywnej restauracji. Wynajem czerwonego domku w Danii na tydzień. Sylwester w jakimś nietypowym miejscu.

Śliczny case na telefon, żeby już się jej nie rysował.
Prenumerata The New Yorkera, aby pomóc mu w jego nauce angielskiego.
Dobre whisky lub wino, bo rodzice lubią.

Zapakuj to wszystko w jakiś śliczny papier, dorzuć przeuroczą kokardę i wręcz w zestawie z najcieplejszym uściskiem, jaki kiedykolwiek dałeś.

 

Na początku wspomniałem, że nigdy nie czułem tego magicznego klimatu świąt. No i jest w tym dużo prawdy.
Ale kto powiedział, że nie można zrobić go sobie samemu?

Kup sobie ładny sweter w płatki śniegu, renifery i choinki. Znajdź w sklepie jakąś porządną herbatę lub kawę, a jeśli jeszcze nie masz sprzętu do przygotowania jej, to najlepiej go sobie sprezentuj.

Znajdź najbardziej klimatyczne książki i filmy, które od dawien dawna chciałeś sprawdzić. I zrób to w jakiś piękny, długi wieczór. Dodatkowo dorzuć do pokoju parę świątecznych ozdób. Skuś się chociaż na urocze, minimalistyczne lampki wokół ramy łóżka.

Załóż ten genialny sweter, który kupiłeś i wyrwij kogoś (bliskiego lub nie) na kawę do klimatycznej miejscówki, kiedy za oknem będzie prószył śnieg.
P.S. koniecznie na piernikową, szarlotkową albo dyniową.

I chyba najważniejsze – zadbaj, aby w tle przygrywała dobra muzyka.

O tutaj masz świetną. Zrobiłem tę playlistę właśnie z myślą, aby zarówno zrobić sobie klimat i odpocząć.


Nada się idealnie.

 

Kojarzysz to uczucie, kiedy pomimo skupiania się na tym, co robisz i nawet częstego odpoczynku czujesz, jakby czas mijał zdecydowanie za szybko?

Jakby przysłowiowo przepływał przez palce i zostawiał Cię z niczym?

No to nie jesteś sam.

Wszyscy wstajemy o nieludzkich porach, robimy, co do nas należy, dbamy o ważne rzeczy i bez choćby zapowiedzi dłuższego odpoczynku układamy się w łóżku. Znów o nieludzkiej porze. Znów przesadnie patrząc w tył lub bojąc się przyszłości. Znów nie widząc, kiedy cały dzień przeleciał, jakby go wcale nie było.

W święta postaraj się go jednak zauważyć.

Skorzystać z niego w wartościowy sposób.

Dokładnie widząc każdą minutę.

Nie spiesząc się w żadne miejsce.

Dbając o siebie i o bliskich. O sen, o pasje i o wszystkie wartościowe rzeczy, które zapodziały się gdzieś w natłoku potencjalnie ważniejszych spraw.

Teraz to ich kolej.