Zawsze miałem z tym problem. I, będąc z Tobą szczerym, nadal miewam.


Mam ogromną tendencję do przeładowywania się pracą.

Najpierw wrzucam sobie na plecy tak dużo rzeczy, że ledwo mogę je unieść; następnie wmawiam sobie, że każda z nich jest niesamowicie istotna, a na końcu, kiedy już ledwo stawiam kolejne kroki, pytam się siebie:

Mikołaj, dlaczego Ty w ogóle nie masz czasu na ważne rzeczy?

I prawda jest taka, że wszyscy na to cierpimy. To taka nasza choroba XXI wieku.

Każdy czasem czuje jak sprawy i problemy przyciskają nas do ściany, nie pozwalając podjąć żadnej konkretniejszej decyzji. Wszyscy czasem czujemy, że mamy w życiu za dużo do ogarnięcia, a najbardziej potrzebujemy zatrzymać na trochę czas.

Potrzebujemy go więcej na spotkania z przyjaciółmi, niedokończone książki, filmy do obejrzenia, rzeczy do sprzedania, materiały do powtórzenia.

Brakuje go szczególnie na rzeczy, które są ważne, a które dostają od nas zdecydowanie za mało uwagi. Bo nie są tymi „priorytetowymi” czy jak to byśmy mogli nazwać.

I to na nich się dzisiaj skupimy.

Zrobimy wszystko, żeby to one przez chwilę stały się najważniejsze.

 


Praca, praca, praca. Ogarnianie obowiązków, działanie, uczenie się nowych rzeczy i organizowanie sobie czasu po brzegi. Ciągłe gnanie do przodu, w jakiejkolwiek dziedzinie nie spróbujemy swoich sił.

Tak nie wygląda życie.

Przez długi czas mi też wydawało się, że jedynym dobrym sposobem na wykorzystanie tych 24h, które mamy każdego dnia jest ciężka praca. Ciągłe parcie naprzód. Łapanie coraz to nowej marchewki, która ma nam zapewnić spełnienie.

A to nie o to chodzi, naprawdę mówię.

W stu procentach jestem za tym, żeby nie marnować czasu i wyciskać z niego najwięcej, jak się da.
Ale jestem też cholernie za tym, aby znaleźć swój złoty środek pomiędzy „haruję jak wół” oraz „regeneruję baterie i delektuję się życiem”.

Bo dopiero wtedy staje się ono piękne. Kiedy potrafimy od czasu do czasu przestać myśleć o tym chorym wyścigu – w pracy, szkole, między znajomymi czy w konkurowaniu z innymi – i naprawdę czerpać satysfakcję z prostych rzeczy.

Zaprosić kogoś bliskiego, zrobić herbaty, puścić coś fajnego w tle, może obejrzeć jakiś film albo chociaż teledysk do Sleep On The Floor.

Nikt nas nie goni, większość decyzji zależy tylko od nas, a jeśli czujemy, że mamy w życiu za dużo spraw – powinniśmy pozwolić sobie na kilka chwil odpoczynku, nabrania dystansu i naładowania baterii. Czyli zrobienia czegoś równie ważnego, co ta nasza święta praca.

Wrzućmy na luz, to przede wszystkim.

Pisałem o tym też tutaj:


 

Dowiadujesz się o sprawie na początku miesiąca. Gotowa ma być na poniedziałek. Za dokładnie cztery tygodnie.

Okej – myślisz – ogarnę na luzie. To nietrudne.

Wracasz do domu i zajmujesz się czymś innym. Przecież do deadline’u jeszcze dużo czasu. Nie ma co się spinać.

Mija tydzień. Nawet nie ruszyłeś tematu. Zostały jeszcze trzy.
Mija kolejny, jedna impreza, wyjazd, randka, zakupy. W końcu zaczynasz myśleć nad zaczętym projektem.

Zostaje parę dni do końca, zauważasz to i ze strachu zaczynasz w końcu ogarniać. Cztery. Trzy. Siadasz do pracy i włączasz piąty bieg.

Dwa. Już dalej niż połowa.
Jeden. Jeszcze prawie.

Skończone. Z zadaniem, które orłom produktywności zajmuje miesiąc konsekwentnej, rozłożonej w czasie pracy, poradziłeś sobie właściwie w trzy dni.

Było trudno? Pewnie, że tak.
Czujesz, że brakowało czasu, sytuacja nagle stała się podbramkowa, a Ty nie miałeś chwili na przyjemne rzeczy? Niestety tak.
Mogłeś zabrać się za to wcześniej? Nawet powinieneś.

A przecież problem nie był w ilości czasu. Wszyscy wiemy, że jego akurat było ogromnie dużo. Gorzej jednak miała się sytuacja z odpowiednią organizacją go i wzięciem się za projekt wtedy, kiedy było na to

Rzadko kiedy mamy tego świadomość, ale wszyscy tracimy od cholery czasu na naprawdę prozaicznych rzeczach.

Wystarczy parę wejść na fejsa i kilka rozmów, żeby zabrać sobie z dnia półtorej godziny. Parę przejść z jednego punktu do drugiego, aby zabrać kolejną godzinę. „Chwila odpoczynku” i następna przepada.

Dlatego, jeśli jest coś ważnego, to rób to teraz. Nie zabieraj sobie już więcej czasu. Nie przekładaj tego na później, bo o wiele lepiej będzie zrobić to w małych kawałkach i mieć więcej czasu na ważne rzeczy, niż teraz tracić go na internet, memy i inne pożeracze.

Jeśli wiesz, że masz skończyć coś za miesiąc, to podziel ten okres na dwa. I skończ działanie w ciągu dwóch tygodni. Zobaczysz, że ten sposób będzie działać idealnie.

A Tobie zostanie tyle czasu, że oprócz ważnych rzeczy, złapiesz się jeszcze jakiegoś dodatkowego projektu.

 

Bez których po prostu się nie obejdziesz. Bez których czujesz, jakby brakowało najważniejszego elementu układanki.

To nawet nie są priorytety – to są rzeczy, które od pewnego czasu stały się nieodłączną częścią Twojego życia.

Dla mnie jest to zarzucanie Was dobrem na blogu i fanpage’u oraz ładowanie na Instagrama śmiesznych fot mojej twarzy w zestawie z sesją każdej kawy, jaką mam okazję pić.
Jest to nauka do matury, bo – nie oszukujmy się – każdy maturzysta chce napisać ją przyzwoicie i mieć otwartą jak największą liczbę ścieżek.
Jest to też dbanie o swoje zdrowie i trzymanie się diety, żeby przypadkiem gdzieś po drodze cele oraz plany nie przysłoniły dbania o organizm, dzięki któremu mogę się o to wszystko starać.

Z rzeczy przyjemnych – spotykanie się z przyjaciółmi, którym czasem muszę tłumaczyć, jak istotne jest to wrzucenie nowego tekstu oraz z którymi istnym cudem jesteśmy w stanie znaleźć pasujący termin na spotkanie. Przy tym lubię też czasem kompletnie nic nie robić oraz przeczytać coś dobrego.

Kwestia znalezienia tych rzeczy u Ciebie.

Rzeczy, które zajmują w Twoim życiu pierwsze miejsce i nie wyobrażasz sobie, jak mógłbyś tak po prostu przestać poświęcać na nie czas. Musisz – koniec, kropka.

Chodzi o znalezienie tych rzeczy i wykonanie krótkiego, prostego manewru.

Wypisania ich wszystkich jedno pod drugim oraz położenia ich w widocznym miejscu. A następnie skupienia na nich jak największej ilości czasu, jakie przez cały dzień możesz poświęcić.

I zobaczysz, jak nagle i robota będzie zrobiona i na imprezę będzie czas.

 

Wiesz co zauważyłem ostatnio u siebie?

Ha, nawet udało mi się to zauważyć u moich znajomych. I ludzie, których podziwiam o tym wspominali.

W momencie, gdy człowiek ma ustalony plan od początku do końca dnia, ma co robić i dokładnie wie, w co włożyć swoje ręce – wszystko idzie o wiele płynniej. Nie wchodzisz na YouTube’a ani nie zaczynasz przeszukiwać internetu w poszukiwaniu memów, bo wiesz, że jeśli minęła dziewiętnasta, to masz przysiąść do książek. Jeśli dwudziesta pierwsza to możesz chwilę poczytać i zaplanować jutrzejszy dzień, a od północy powinieneś już być w łóżku.

Wszystko jest jasne i klarowne.

Bez fanatyzmu oczywiście. Bo nie każdy dzień da się ustalić całkowicie od rana do wieczora i bezbłędnie się go trzymać.
Ale jeśli wpisz

I – co najważniejsze – zawsze wpisuj w kalendarz to, z czym masz problem.

Jeśli masz problemy z motywacją, nie chce Ci się czasem przysiąść do pewnych rzeczy i wykonać je, jak należy – dopisz naukę, sport czy rozwijanie swoich umiejętności.

Jeżeli jesteś zakręconym pracoholikiem, czasem zapomnisz zjeść i uwielbiasz pędzić naprzód – nie zapominaj o robieniu przerw oraz pozwoleniu sobie na leniwy wieczór, a nawet cały dzień.

W jednym, jak i drugim przypadku stawiamy zdrowie psychiczne na pierwszym miejscu. Każdy chce przecież zrobić, co do niego należy, czuć się spełnionym, ale przy tym móc odpocząć i kompletnie zapomnieć o obowiązkach, nie?

Dlatego nie bójmy się blokować rzeczy w kalendarzu.

Jeśli jest coś, co powinniśmy jutro zrobić, to po prostu wpiszmy to i wykonajmy o ustalonej godzinie.
Samego siebie wkręcając, że totalnie nie da się tego ominąć.

 

Nie w życiu ludzi, do których aspirujesz. Nie Twoich znajomych. Nawet nie bliskich czy ludzi, którzy twierdzą, że znają właściwą odpowiedź.

Przez chwilę popatrz na życie w idealistyczny sposób. Dostrzegając tylko to, co według Ciebie nadaje mu najpiękniejszy charakter.

Wypady z przyjaciółmi, długie podróże z głośną muzyką, spanie w namiocie, kąpanie się w jeziorze nad ranem, kilkudniowe festiwale i niezapowiedziane imprezy.

Picie gorącej czekolady i długie rozmowy, kiedy za oknem prószy śnieg, a w tle przygrywa Sinatra. Śmianie się z głupich rzeczy przy winie do rana. Czytanie książek na hamaku, kiedy za horyzontem zachodzi słońce. Słuchanie cudnej muzyki, miłość i robienie pięknych zdjęć.

Życie jest najlepsze, kiedy potrafimy korzystać z niego, czasem naginając te nasze pracowite zasady.

Kiedy pozwolimy sobie ominąć jeden trening. Albo zjeść pizzę pomimo diety.

Zamiast położyć się wcześnie, postanowimy, że zaprosimy do siebie znajomych. Zamiast odkładać na jakiś poważny cel, zdecydujemy się na kupienie biletu na koncert artysty, który zachwycił nas już nie raz.

Pozwolimy sobie spełnić kilka prostych marzeń, będziemy cieszyć się z codziennych rzeczy i częściej odsuniemy mozolną pracę na bok.

Właśnie wtedy znajdziemy czas na ważne rzeczy.